nigdy nie zabieraj dziecku smoczka
Owszem, bywało ciężko – syn był (i jest) wymagającym dzieckiem i potrzebował sporo bliskości, ale pomagaliśmy mu radzić sobie bez smoczka. Choć niektórzy mówili, że to niemożliwe, okazało się, że to nie była prawda: żeby uspokoić – wystarczy mocne przytulenie, a smoczek wcale nie jest niezbędny do zasypiania.
Podawanie dziecku smoczka na uspokojenie to temat dość kontrowersyjny (również stomatologicznie). 🤱 Jak z większością zagadnień dotyczących najmłodszych dzieci, warto podejść do niego z rozwagą. Polecam wysłuchać porad neurologopedy mgr Anny Władysiak, która w filmie nagranym dla Rodzice, Rossnę! opowiada m.in.
Wypróbuj różne rodzaje smoczków. Jeśli dziecko nie chce smoczka, a rodzic desperacko pragnie się wyspać, można spróbować zakupu różnych rodzajów tego akcesorium. Może bowiem okazać się, że problem nie tkwi w samym smoczku, ale na przykład jego rozmiarze, materiale z którego go wykonano czy kształcie. Gdy rodzicowi bardzo
Nigdy nie zabieraj smoczka dziecku. Maluch skwitował to na spokojnie, bez zbędnych krzyków. Następny. Jedna z ostatnich ofiar polio żyjących w żelaznym płucu.
Kleszczom niestraszne zmiany fot. freepik.com. Kleszcze nie mają problemu z dostosowaniem się do zmiennych warunków.,,Warto zauważyć, że kleszcze ko-ewoluują ze swoimi patogenami od tysięcy lat. Wiele patogenów kleszczy potrafi swoimi gospodarzami odpowiednio manipulować, zmieniając ich metabolizm, płodność, a nawet wpływać na preferencje środowiskowe.
nonton film fast and furious 5 rebahin.
Smoczkowy przyjaciel towarzyszy wielu dzieciom przez bardzo długi czas. Pomaga się uspokoić i wyciszyć, daje poczucie bezpieczeństwa. Maluchy często są przyzwyczajane do niego już w pierwszych tygodniach życia. Jednak nawet u tak małych dzieci drobne przyzwyczajenie z czasem staje się nałogiem z którym ciężko zwyciężyć. Dziecko nie chce odstawić smoczka, czuje, że rezygnując z niego oddaje część siebie. Traci coś ważnego co jest dla niego wsparciem i ukojeniem. Dlatego właśnie walka z nałogiem musi przebiegać delikatnie i spokojnie. Musisz w pełni zrozumieć potrzebę Twojego dziecka by pomóc mu odstawić smoczek bez zbędnych nerwów i łez. Dlaczego decydujemy się na smoczek? Każde dziecko rodzi się z naturalną potrzebą ssania. Tak zostaliśmy stworzeni by móc żywić się mlekiem matki. Dzięki temu noworodki rosną i rozwijają się. Ssanie istotnie wpływa również na rozwój mowy u dziecka – dzieje się tak w wyniku odpowiednich ruchów żuchwy i języka. Odruch ssania korzystnie oddziałuje na zachowanie, emocje oraz stan fizyczny dziecka. Dlatego właśnie maluch tak często domaga się piersi mamy by móc nie tylko zaspokoić głód, ale również potrzebę ssania. Duża ilość kobiet czuje się zmęczona “byciem smoczkiem” dla swojego dziecka więc decyduje się na sztucznego zastępcę. Jednak po kilku miesiącach, latach nadchodzi czas gdy trzeba się pożegnać ze swoim sylikonowym przyjacielem. I tu zaczynają się problemy. Uzależnione dziecko nie chce odstawić smoczka, a każda próba odebrania mu przyjaciela kończy się krzykiem i płaczem. W jaki sposób skończyć z nałogiem z jak najmniejszą ilością stresu zarówno dla dziecka jak i rodzica? Do kiedy wolno go używać? Najlepiej jeśli nie byłoby go wcale, jednak skoro już zagościł on w waszym domu warto się zastanowić kiedy jest odpowiednia pora na jego pożegnanie. Choć dzieci nie chcą odstawić smoczka, logopedzi apelują by stało się to jak najwcześniej. Najlepiej jakby stało się to przed 6 miesiącem życia, czyli czasem w którym dziecko zaczyna gaworzyć. Smoczek może przeszkadzać i utrudniać nieświadomemu maluchowi ćwiczenia mowy, co może skutkować jej opóźnieniem. Przez ciągłe ssanie smoczka osłabia się sprawność języka oraz napięcie mięśni warg przez co w późniejszym czasie dziecko może mieć problem z wymawianiem głosek, zacznie seplenić. Ortodonci oraz dentyści zalecają całkowite odrzucenie smoczka przed pierwszym rokiem życia. Właśnie wtedy zanika odruch ssania u dziecka, który przekształca się w gryzienie i żucie. Młodsze dziecko nie chce odstawić smoczka, jednak maluch po pierwszym roku życia coraz bardziej interesuje się otoczeniem. Wykorzystaj ten moment by zrezygnować z sylikonowego przyjaciela. Po ukończeniu 2 lat ssanie smoczka przekształca się w trudny do zwalczenia nawyk, który będzie skutkował wadami zgryzu Sposoby na pozbycie się smoczka Większość pediatrów i logopedów radzi by nie robić tego w sposób nagły i drastyczny. Nagłe zniknięcie przyjaciela dziecka może skutkować atakiem paniki, krzykiem i płaczem. Maluch poczuje się oszukany i skrzywdzony, a przecież nie o to tu chodzi. Najlepiej odwracać dziecka uwagę, chwalić gdy samo go nie używa lub zrobić to w sposób kreatywny. Rodzice prześcigają się w pomysłach gdy dziecko nie chce odstawić smoczka, a niektóre są naprawdę oryginalne: Zakupy za smoczek – Podczas zakupów z dzieckiem pozwalasz mu wybrać upragnioną zabawkę za którą jedyną możliwą płatnością jest smoczek Wróżka – Opowiedzieć dziecku wspaniałą historię na temat czarodziejskiej wróżki, która w zamian za smoczki zostawia małą niespodziankę Oddać ptaszkom – Tu również przyda Ci się odrobina wyobraźni. Powiedz dziecku, że niedługo wyklują się ptaszki, którym smoczek przyda się o wiele bardziej niż dziecku (przecież jesteś już taki duży, prawie jak tata!) Odwiedzić smoczkowe drzewo – Tak! Są takie drzewa w kilku miastach w Polsce i za granicą. Znajdziesz je między innymi w Szczecinie oraz Czarnej Dąbrówce. Wybierz się tam razem z maluchem, który może samodzielnie powiesić smoczek na gałęzi i w ciekawy sposób pożegnać przyjaciela. O projekcie opowiada Maciej Krzeptowski: Gdy dziecko nie chce odstawić smoczka rodzice sięgają po wiele różnych sposobów – nie zawsze dobrych. Często drastyczne i nagłe pozbycie się smoczka może wywołać wiele negatywnych skutków. Dlatego stanowczo odradzam pojawiające się w internecie takie takie metody jak: Niszczenie “Zgubienie” “Oddanie komuś” bez wiedzy dziecka Wyśmiewanie się z malucha Karcenie dziecka Kiedy nie odstawiać smoczka? Są sytuacje gdy rezygnacja ze smoczka może wywołać więcej szkód niż pożytku. Gdy dziecko nie chce odstawić smoczka konieczne jest wybranie odpowiedniego momentu, który będzie optymalnym czasem dla wszystkich domowników. Nie odstawiajmy smoczka kiedy dziecko znajduje się w nowych, stresujących sytuacjach takich jak przeprowadzka, początki chodzenia do przedszkola czy narodziny rodzeństwa. Wtedy maluch ma wystarczająco dużo nowych emocji, a zabranie mu jedynego ukojenia może stać się jeszcze trudniejsze dla was obojga. Sprawdź również jak ważna jest rola dotyku w rozwoju każdego dziecka: Agnieszka Wilkosz
Forum: Noworodek, niemowlę Witam Być może ten temat był już poruszany, ale pytam raz jeszcze, jak to jest z tym smoczkiem, czytałam juz sporo, ale nie ma jednoznacznego za, albo przeciw. Ostatnio gotowa jestem dac dziecku smoczek, choć od samego początku tego nie chciałam. po prostu już mam dosyć trzymania go na rękach przy piersi. On ciągle coś musi mieć w buzi. A jak mu zabieram piers to w ryk, przy usypianiu, dodam. Nie mogę go odłożyć lub zostawić samego, bo płacze i ma taki odruch ssania, nawet w nocy jak śpi, robi tak usteczkami jakby ssał. więc w dzień jestem już zmęczona, bo nic nie mogę zrobić, bo on musi być ciągle ze mną i nie chce spać, jak go odkładam, obojętnie gdzie to się budzi po 2-5 min i w płacz. Znajomi doradzają, żeby dac smoczka, to będzie lepiej. JA już sama nie wiem. Czy wasze dzieci ssą smoczki, i czy to pomaga? Co ja mam zrobić? Pozdrawiam Aneta i Tymek ur
Ssanie uspokaja małego człowieka, kojarzy mu się nie tylko z zaspokojeniem głodu, ale także z bliskością matki, czułością i bezpieczeństwem. Kiedy zostaje przystawiony do piersi, natychmiast przestaje płakać. W przerwach od jedzenia, dobrym uspokajaczem staje się smoczek. Wiedzą o tym wszyscy rodzice i z tego powodu smoczek jest niezbędnym elementem wyprawki każdego malucha. Dziecko przywiązuje się do nowego przyjaciela i często nie chce go oddać bez walki… Przeczytaj: Smoczek jest zamiennikiem piersi, nie odwrotnie. Uwaga! Reklama do czytania Jak zrozumieć małe dziecko Poradnik pomagający w codziennej opiece Twojego dziecka Ssanie kciuka a ssanie smoczka Uwaga! Reklama do czytania Poród naturalny Świadome przygotowanie się do cudu narodzin. Karmienie piersią Twoje mleko to cudowny dar. Naucz się nim dzielić. Tylko dobre książki dla dzieci i rodziców | Księgarnia Natuli Niektórzy rodzice świadomie rezygnują z podawania dziecku smoczka, licząc na to, że unikną późniejszych trudności z jego odstawieniem oraz przykrych konsekwencji zbyt długiego stosowania. Niestety spotkać ich może przykra niespodzianka w postaci sprytnego zamiennika – kciuka. I o ile smoczek można dziecku po prostu zabrać lub (najlepiej) w ogóle nie informować malucha o jego istnieniu, tak z kciukiem sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Po pierwsze, dziecko ma go zawsze przy sobie i może włożyć do buzi w każdej chwili. Po drugie, istnieją specjalnie zaprojektowane smoczki, które kształtem przypominają brodawkę piersiową i mają wyprofilowaną obudowę, która nie utrudnia oddychania, oraz otwory do wentylacji. Są także smoczki, które mają pełnić rolę terapeutyczną. Niektórzy specjaliści zalecają je przy zaburzeniach ssania czy połykania. Jednak powinny być one używane wyłącznie w porozumieniu z lekarzem lub logopedą. Kciuk niestety nigdy nie będzie przypominał kształtu brodawki ani tym bardziej nie może pełnić funkcji terapeutycznej. Dziecko zazwyczaj wkłada go do ust, kiedy przeżywa silne emocje lub z powodu nudy bądź z przyzwyczajenia. Warto zniechęcać dziecko do ssania kciuka już od samego początku. Kiedy maluch zaśnie z palcem w buzi, należy mu go na czas snu wyjąć z ust. Pomóc powinno także odwracanie uwagi dziecka i zajmowanie czymś rączek, np. zabawką. Warto jeszcze przeczytać: Nie każdy rodzic wie, że odruch ssania stopniowo słabnie po 6. miesiącu życia, a w późniejszym okresie całkiem zanika. Nie oznacza to, że dziecko nagle traci umiejętność ssania – odruch ten jest powoli wypierany przez potrzebę żucia i gryzienia. Zaczynają się pojawiać pierwsze ząbki, zmienia się ułożenie warg, języka oraz sposób połykania. Stale wzmacniają się mięśnie twarzy, których prawidłowa praca jest niezbędna nie tylko w czasie spożywania pokarmu, lecz także w procesie mówienia. Dlatego nie należy sztucznie podtrzymywać tego odruchu przez podawanie dziecku smoczka w celu uspokojenia go bądź jako lekarstwa na nudę. Jedną z konsekwencji długotrwałego ssania smoczka lub kciuka może być utrwalenie się u dziecka niemowlęcego sposobu połykania. Jest to połykanie z językiem ułożonym na dnie jamy ustnej. Wykonuje on ruchy wyłącznie w kierunku przód – tył. Wraz z prawidłowym rozwojem dziecka język w trakcie połykania powinien zmienić swoje ruchy i unosić się w kierunku podniebienia. Język blokowany smoczkiem czy własnym paluszkiem pozostaje na dnie jamy ustnej. Nie ma szans na osiągnięcie pełnej sprawności niezbędnej do przenoszenia pokarmu w celu rozdrobnienia go i połknięcia. Utrudnione jest także połykanie zalegającej pod masą języka śliny, co prowadzi do nadmiernego ślinienia się. Dziecko, którego buzia jest stale zajęta, niechętnie komunikuje się z otoczeniem. Może dojść do opóźnienia procesu gaworzenia, a co za tym idzie – do późniejszego nabywania każdego kolejnego etapu rozwoju mowy. Długotrwałe ssanie smoczka lub kciuka a wymowa Ogromne znaczenie ma także słabszy rozwój mięśni narządów artykulacyjnych. Zmniejsza się napięcie mięśni warg, co w późniejszym okresie utrudnia wymowę głosek p, b, m, w, f. Znacznie obniża się sprawność języka. Dziecko ma poważne problemy z uniesieniem go i realizacją głosek ś, ź, ć, dź, sz, ż, cz, dż, l, r. Język, który spoczywa na dnie jamy ustnej i porusza się wyłącznie w kierunku przód – tył, ma tendencję do wsuwania się między zęby. W ten sposób powstaje jedna z bardzo częstych wad wymowy, czyli seplenienie międzyzębowe. Najczęściej zaburzona jest wówczas realizacja głosek s, z, c, dz, sz, ż, cz, dż, a czasem także t, d, n. Uwaga! Reklama do czytania Niegrzeczne książeczki Czy dzieci na pewno są niegrzeczne? Seria książek dla dzieci 2-5 roku życia i rodziców o tym, że w każdym zachowaniu dziecka jest ważna jego potrzeba. Dzieci, które długotrwale ssą smoczek lub kciuk, narażone są także na wady zgryzu oraz deformacje podniebienia. Do najczęstszych wad zgryzu należy tyłozgryz, czyli cofnięcie dolnej szczęki w stosunku do górnej i wysunięcie do przodu górnych siekaczy. Powoduje to zmianę brzmienia głosek s, z, c, dz, które przypominać mogą sz, ż, cz, dż. Kolejnym zagrożeniem jest zgryz otwarty, który charakteryzuje brak łączenia się zębów szczęki dolnej z zębami szczęki górnej w odcinku środkowym lub bocznym. Język dziecka wsuwa się wówczas w powstałą szparę, powodując wspomniane już wyżej seplenienie międzyzębowe. Smoczek czy kciuk często stają się najlepszym przyjacielem nie tylko dziecka, lecz także rodzica. Dają mu upragnioną chwilę ciszy i spokoju. Warto jednak zrezygnować ze sztucznych uspokajaczy i znaleźć własny sposób na ukojenie dziecka. Sposób, który nie wpłynie negatywnie na zdrowie maluszka i nie spowoduje opóźnień w jego rozwoju. Oczywiście nie jest powiedziane, że kilkumiesięczne ssanie smoczka będzie skutkowało wymienionymi wyżej zaburzeniami. Być może dziecko samo w odpowiednim czasie, np. kiedy odruch ssania osłabnie, zrezygnuje ze smoczka i będzie go wypluwać, a przygoda z dawnym przyjacielem obejdzie się bez echa. Jednak w obliczu świadomości konsekwencji zbyt długiego ssania smoczka – czy na pewno warto przyzwyczajać do niego dziecko? Foto:
Cześć, jestem Asia i nigdy nie kupiłam mojemu dziecku smoczka. Choć kilka razy było blisko. Zdecydowałam się na to z kilku powodów. Dlaczego? Początkowo nie mieliśmy smoczka, bo jestem fanką minimalizmu i nie lubię kupowania zbędnych rzeczy. Wiedziałam, że młodzi rodzice łatwo stają się ofiarami reklam i też jestem narażona na nachalny marketing, dlatego nie chciałam kupić niczego, co okaże się zbędne. No i w niedalekiej przyszłości czekała nas też przeprowadzka, więc stwierdziliśmy, że w końcu jeśli czegoś będziemy potrzebować, to dokupimy w odpowiednim momencie. Prosta sprawa. (Żeby nie było tak różowo: Okazało się, że to nie była aż tak dobra strategia, bo mieliśmy ubranka tylko w rozmiarach 56 i 62. W te pierwsze Kociełło nigdy się nie zmieścił, a z drugich wyrósł po dwóch tygodniach. A my nie mieliśmy większych – ale to temat na inną opowieść :)) Kiedy czekaliśmy na synka, mieliśmy tylko zestaw ciuszków, kocyki, pieluszki i inne podstawowe rzeczy. Przecież nie trzeba mu żadnych urządzeń emitujących biały szum (no bo przecież są nagrania na YouTube), żadnej karuzeli do łóżeczka (bo po co?). Butelki też nie (przecież będę karmić piersią, prawda?) Założyłam, ze noworodek potrzebuje tylko dużo czułości, a na gadżety przyjdzie jeszcze czas. Dlaczego nie miałam smoczka w szpitalu? Po prostu nie było go na liście z wyprawką (serio, ściśle jej przestrzegałam). Dlatego w szpitalu zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam na korytarzu noworodki ze smoczkami. Pomyślałam, że może też musimy kupić i trochę poczytałam. No i okazało się, że lista przeciwwskazań jest długa. Problemy z laktacją, wady zgryzu w perspektywie, problemy z odstawieniem i zasypianiem bez smoczka… to tylko niektóre z nich. Co mnie przekonało? Zagrożenie dla laktacji Smoczek podany bardzo wcześnie może zaburzyć laktację. Dlatego dobrze jest poczekać z nim do 4, a najlepiej do 6 tygodnia życia dziecka. Ten pierwszy etap jest kluczowy – wtedy dziecko ssie pierś bardzo często (w moim przypadku praktycznie non stop) i nie tylko po to, żeby się najeść. Potrzebuje bliskości i stymuluje produkcję pokarmu. Jeśli podamy smoczek, dziecko będzie go ssać, więc piersi nie otrzymają sygnału i nie wyprodukują odpowiedniej ilości mleka. Ponieważ miałam bardzo duże problemy z laktacją (w szpitalu Kociełło był dokarmiany bez mojej zgody), zaraz po wypisie i powrocie do domu nie podałam mleka modyfikowanego i zaczęłam walczyć o produkcję pokarmu. Funkcjonowałam wtedy w opcji baru mlecznego 24/7. Było ciężko (czułam się trochę jak Rocky – po prostu krew, pot i łzy). Znienawidziłam laktator i kawę zbożową (ktoś mi sprzedał informację, że to wspomaga laktację, ha ha ha). No i po prostu nie chciałam ryzykować, że po takich ciężkich bojach zaburzę coś smoczkiem. Zarazki – fuj! Chciałam przygotować się merytorycznie do podania smoczka zaraz po tym okresie – czytałam o rozmiarach, tworzywach i możliwych zagrożeniach. Te ostatnie szczególnie działały na wyobraźnię (wiadomo, byłam świeżo upieczoną mamą ;)). Najgorzej brzmiały teksty o sterylizacji i o tym ile zarazków gromadzi się między łączeniem plastiku osłonki z samym smoczkiem. Co zrobiłam? Zaczęłam czytać o designerskich smoczkach odlanych z jednego kawałka tworzywa, a ponieważ były odpowiednio drogie i dostępne tylko w internecie, to chwilowo odpuściłam. W międzyczasie było jeszcze kilka spacerów ze strasznym płaczem, kiedy prawie zawędrowałam do sklepu po smoczek (czemu tak głośno krzyczy? co mam robić? zaraz ktoś zadzwoni po opiekę społeczną i zabiorą mi dziecko… AAA! - tak wyglądał tok moich myśli :)). Mieszkaliśmy wtedy na przedmieściach i sklepów nie było zbyt wielu, więc to też ułatwiło sprawę. Ale nie tylko to... Co dalej? A potem była rozmowa z doradcą laktacyjnym. Dowiedziałam się, że rzeczywiście trzeba poczekać do tego 6 tygodnia i jeszcze jednej ciekawej rzeczy: wzmożony odruch ssania u dzieci wycisza się między 4 a 6 miesiącem. Czyli po pół roku dzieci już go nie potrzebują „fizjologicznie”. Wtedy to zaczyna być już uzależnienie psychiczne, dlatego im dłużej używa się smoczka, tym trudniej go odstawić. Pomyślałam „OK. W takim razie wytrzymuję do tego 6 tygodnia, a potem będę pilnować, żeby sprawnie odstawić smoczek”. Z niecierpliwością odliczałam dni, a potem zapomniałam o sprawie i Maks skończył 2 miesiące. Bez smoczka. Wtedy pomyślałam „Spoko. Skoro wytrzymałam tak długo, a za dwa miesiące mam odstawiać, to może poczekam”. Pomyślałam, że kiedy tak bardzo będę potrzebować, to wejdę do sklepu i kupię. Ale to się nie wydarzyło. Owszem, bywało ciężko – syn był (i jest) wymagającym dzieckiem i potrzebował sporo bliskości, ale pomagaliśmy mu radzić sobie bez smoczka. Choć niektórzy mówili, że to niemożliwe, okazało się, że to nie była prawda: żeby uspokoić – wystarczy mocne przytulenie, a smoczek wcale nie jest niezbędny do zasypiania. Przekonał mnie też argument, że smoczek jest zamiast piersi, a nie odwrotnie, więc stwierdziłam, że będę naturalnie zaspokajać odruch ssania syna (wbrew pozorom nie byłam "żywym smoczkiem", jak mówią niektórzy aż tak długo). No i udało się. Teraz Kociełło ma rok, a nas ominął problem z odzwyczajaniem dziecka od smoczka. Wystarczyło go nie kupować.
nigdy nie zabieraj dziecku smoczka