nikt mnie nie zmuszał sam tego chciałem
Tłumaczenia w kontekście hasła "gdybyś mnie nie zmuszał" z polskiego na angielski od Reverso Context: Widzisz, gdybyś mnie nie zmuszał do pracy podłoga kleiłaby się jak zwykle.
Trzeba mu jednak przyznać, że w przeciwieństwie do innych ówczesnych gospodarzy nie zmuszał gości do pijaństwa i sam pił Post autor: Rahima » wt cze 14, 2022 5:54 pm Porwą ją, jak tego cywila.
Nikt mnie nie zmuszał sam tego chciałem na parkingu był kibel pod naczepę srałem TIR TIRowiec Skomentuj tego mema: Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu przez moderatora (najcześciej w ciągu 1-2 godzin , czasem później).
Nikt nas do niczego nie może zmusić siłą . Jestem wolnym człowiekiem ,żyje w demokratycznym państwie wiec sam decyduje o swoich zamiarach mam prawo do tego . Każdy ma swój rozum i robienie czegoś złego wbrew sobie jest nie tyle co niezgodne, ale karalne.
I jakby nic mnie nie zaskakuje. Nawet ta tajemnica, którą odkrywamy jest dla mnie oczywista. Bo kim innym może okazać się Victor. Odpowiedź jest przewidywalna i totalnie nie zaskakuje. Sama książka jest nawet ok napisana, czyta się ją szybko. Ale nie wywarła na mnie żadnego mocniejszego wrażenia.
nonton film fast and furious 5 rebahin. fot. Adobe Stock Poznałem Danutę na jakiejś wiejskiej zabawie. Niewiele pamiętam, bo za dużo wypiłem. Podobno siedziałem przed wejściem na dworze bez kurtki, a była styczniowa noc i Danka przestraszyła się, że zamarznę. Nie miałem siły wejść po schodach na górę, więc wsadzili mnie z jakimś chłopakiem do samochodu i przykryli pokrowcem od siedzeń. Widzieliśmy się później kilka razy. Powtarzała mi wtedy, że nie jestem zły, tylko powinienem skończyć z piciem, bo to mnie kiedyś zgubi. Pomyślałem, że to miła dziewczyna, choć niezbyt urodziwa. Za którymś razem wylądowaliśmy w łóżku. Danka twierdziła, że się mną zajmie i udowodni mi, co to prawdziwa miłość, że przy niej zrozumiem, że nie warto pić. Śmiać mi się z tego chciało, ale co tam, najważniejsze, że miałem kobietę w łóżku. Niestety, kilka tygodni później oznajmiła mi, że jest w ciąży. Byłem wściekły, że złapała mnie na dziecko. Nie traktowałem jej poważnie. Po prostu, trafiła się, to się z nią przespałem. Nie chciałem się żenić, bo szkoda mi było wolności i spotkań z kumplami. – Jeśli nie chcesz, trudno, sama wychowam dziecko – stwierdziła. – Najgorsze, że nie skończę szkoły, a tylko niecały rok mi został do dyplomu pielęgniarskiego. – No i dobra, co z ciebie za pielęgniarka, jeśli nie wiesz, jak spać z chłopem, żeby brzucha nie mieć – odparłem. Koledzy przetłumaczyli mi również, że z powodu ślubu wcale nie muszę zmieniać swego życia, a mogę mieć jeszcze lepiej. – Baba jak baba, dobra jak każda inna, może niezbyt ładna, ale uległa, na żonę w sam raz. Będziesz miał ciepły obiad, wyprasowane ciuchy i kobietę do łóżka. Po ślubie postawiłem sprawę jasno: – Urodzisz dziecko i pójdziesz do roboty, bo ja nie mam zamiaru cię utrzymywać. Urodziła się nam córka, Klaudia. Byłem zawiedziony, że to nie chłopak. Danka zatrudniła się w szpitalu jako salowa. Pracowała na zmiany i zajmowała się domem. Dziecko zostawiała u swojej matki. Ja wracałem z warsztatu, zjadałem obiad i wychodziłem spotkać się z kolegami. Umawialiśmy się w pubie, a latem kupowaliśmy alkohol i szliśmy z butelkami do parku. Tam w cieniu drzew piliśmy i graliśmy w karty. – Znowu wychodzisz do nich. Nie mógłbyś posiedzieć z nami, zająć się trochę Klaudią? – prosiła. – Cicho bądź, rób to, co do ciebie należy – krzyczałem, pokazując palcem na garnki. Kumple byli dla mnie najważniejsi. Słuchałem tego, co mówią, a gdy dostałem wypłatę, byłem dla nich bardzo hojny. Byłem okropnym mężem. Wprawdzie nie robiłem awantur i nie biłem Danki, ale robiłem jej chamskie wymówki. Lubiłem jej dokuczać. – Jesteś ślepa i brzydka, nadajesz się akurat do wynoszenia nocników i podcierania tyłków w szpitalu – mówiłem. – To czemu się ze mną ożeniłeś, przecież nikt cię nie zmuszał? – pytała. – Z litości. Nikt by cię inny nie chciał. Poza tym miałem nadzieję, że urodzisz mi syna. Po raz pierwszy zastanowiłem się nad swoim postępowaniem, gdy leżałem w szpitalu – szedłem pijany drogą i potrącił mnie samochód. Danka odwiedzała mnie codziennie, przynosiła jedzenie i gazety. – Taka żona to skarb, niebrzydka i tak o pana dba – pozazdrościł mi pacjent z sąsiedniego łóżka. Pomyślałem ze wstydem, że ma rację, ale przyznać się do tego głośno nie miałem odwagi. Po wyjściu ze szpitala czekała mnie długa rehabilitacja. Dużo czasu spędzałem w domu. Przez dwa miesiące żyliśmy jak szczęśliwa rodzina. Odkryłem, że mam fajną córeczkę, polubiłem nawet zabawy z nią. Poprawiły się też moje relacje z Danką, która znowu zaszła w ciążę. – Widzisz, jak może być dobrze, gdy nie pijesz i jest normalnie między nami? – cieszyła się. – Teraz już zawsze tak będzie, obiecuję – powiedziałem z pokorą. Niestety, tak było tylko do czasu, gdy urodził się Wiktorek, mój upragniony syn. Musiałem przecież wypić pępkowe ze swoimi kumplami. – Nie spotykaj się z nimi – prosiła mnie Danusia z łzami w oczach. Wszystko zepsujesz, oni mają na ciebie zły wpływ. – Tylko parę piw i wracam do domu – tłumaczyłem jej. Niestety, koledzy znów przeciągnęli mnie na swoją stronę. – Hej, chłopy, Sławek zmienia brudne pieluchy i miesza w garnkach, baba go wzięła pod pantofel – zaśmiewali się. Wróciły dawne czasy. Kończyłem pracę, zjadałem obiad i wychodziłem do koleżków. Któregoś wieczoru, gdy wracałem do domu pijany samochodem, wjechałem w idącą poboczem grupę młodzieży. Jedna dziewczyna zmarła na miejscu, a chłopak leżał kilka tygodni w szpitalu. Dostałem wyrok – 5 lat pozbawienia wolności. Miałem bardzo dużo czasu, aby przemyśleć swoje dotychczasowe życie. Żałowałem, że zmarnowałem tyle lat na picie, że zaniedbywałem dzieci i żonę, która ciągle przy mnie trwała. Danka z początku odwiedzała mnie w więzieniu. Przynosiła paczki z jedzeniem i papierosami. Mało rozmawialiśmy, bo co mogłem jej powiedzieć. Bolało mnie serce, gdy widziałem jej smutne oczy. Bolała mnie świadomość, że tylko ona trwała przy mnie w moich najtrudniejszych chwilach, że odwiedzała mnie nawet tu, choć wcześniej byłem takim zimnym draniem. To uczucie stanowiło dla mnie większą karę niż sam pobyt za kratami. Nie chciałem już niczego jej obiecywać, zresztą, ona i tak już mi nie wierzyła. Przyrzekłem sobie jednak, że jak tylko wyjdę z więzienia, to wynagrodzę jej te lata, gdy cierpiała przeze mnie. Po roku pobytu w zakładzie karnym dostałem od żony list. Napisała, że wyjeżdża za granicę do pracy. Ktoś pomógł jej załatwić etat salowej w Anglii w domu starców. Dziećmi miała przez ten czas zajmować się jej matka. Nie podobał mi się ten pomysł. Czułem, że moje nadzieje na ratowanie naszej rodziny się rozwiewają, a ja tak chciałem pokazać swojej żonie, że potrafię być dobrym mężem i ojcem. Musiałem wyjechać w zupełnie obce strony, gdzie nikt nie znał mojej przeszłości, aby znaleźć sobie pracę. Kiedy wreszcie urządziłem się jakoś, wziąłem w pracy zaliczkę, aby kupić dzieciom trochę drobiazgów i pojechałem do teściów zobaczyć Klaudię i Wiktorka. Niestety, znów przeżyłem rozczarowanie. Okazało się, że moja żona zabrała dzieci i wyjechała z nimi na stałe do Anglii. Podobno nieźle jej się tam powodzi, najpierw sama się urządziła, a potem wróciła po córkę i syna. Napotkany przypadkowo znajomy, z którym piłem w dawnych czasach wódkę, powiedział mi, że Danka to teraz inna kobieta. Elegancka, zadbana, i pewna siebie. – Nie rób sobie chłopie obciachu i wcale do niej nie startuj – poradził mi. – Nie pasujesz do niej. Kilka lat temu ten sam koleś wmawiał mi, że taką brzydką i głupią babę jak moja trzeba krótko trzymać, bo musi wiedzieć, gdzie jej miejsce. Zrozumiałem, że nie uda mi się uratować mego małżeństwa. Danka dawała mi kilka razy szansę, ale ja zawsze ją zmarnowałem, a teraz jest za późno. Chcesz podzielić się z innymi swoją historią? Napisz na redakcja@ REKLAMA Więcej listów do redakcji: „Teściowa to hetera, która ciągle mnie krytykuje i poucza. W uszach mam tylko jej ciągły jazgot”„Nasza miłość przetrwała życiowe burze, a pokonały ją drobne nieporozumienia. Mąż odszedł bez wyjaśnienia”„Mąż zdradził mnie z moją przyjaciółką, a ja postanowiłam, że już zawsze będę sama. Życie zdecydowało inaczej...”
Pan Michał jest bezdomny. Choć ma za sobą kilka wyroków, bardzo chce, by jego ścieżki w końcu zaczęły się prostować. I tak się dzieje. Zrobił kilka kursów zawodowych, pracował, gdzie mógł. A potem przyszedł koronawirus. Mimo wszystko nie traci nadziei i mówi, że skoro jest wierzący, to musi żyć dobrze.„Duszę miałem trochę rogatą”Pan Michał ma 64 lata, urodził się na Solcu w Warszawie, wychował na Grochowie. Jak sam o sobie mówi, „duszę miał trochę rogatą”, więc i w szkole trudno było się utrzymać. Wywalali, choć stopnie miał jako takie, tylko zachowanie nie najlepsze. – Zawsze wchodziłem w jakieś nienormalne sytuacje, z własnej woli oczywiście, nikt mnie do tego nie zmuszał. No i tak to się umarł, gdy pan Michał miał 6 lat. Mama wychowywała go sama. Kiedy zachorowała na płuca, trafił do domu dziecka. Miał jeszcze babcię, ale ta chorowała na astmę, więc nie mogła się nim zająć. Po domu dziecka był zakład potem pierwszy wyrok, kolejny… W sumie około 12 lat. Ostatni raz w więzieniu był dwa lata temu. – Znowu towarzystwo, trochę łatwiejszego życia. Pieniądze robią swoje, a ja jakoś nie potrafiłem uczciwie zarobić. I tak się zaczęły a to oszustwa, a to złodziejstwa, kombinacje, lewe handle, dancingi, knajpy, dolary… A jak interesy, to i gorzała, ale jakoś nie wpadłem w picie. Bokiem mi to omija Grochów, bo „zna te mety, i wie, że to nie byłaby szczęśliwa impreza”. Twierdzi, że „w więzieniu nie powinno być dobrze, żeby człowiek nie wracał”.„Wylądowałem w lesie”Nie zawsze był bezdomny, nie zawsze mieszkał w lesie. Teraz, z przerwami na więzienie, las jest jego domem od 8 lat. – Jak miałem wynajęty pokój na trzy dni w hostelu, to ściągnąłem kołdrę i poszedłem na podłogę, bo mi było za miękko, nie chciałem się że nawet zaczęło mu się w tym lesie podobać. Ma tu „Boże radio – śpiewające ptaki, dywany z trawy i niebo, i gwiazdy”. Żartuje, że 5 razy w roku zmienia ściany i sufity. – Jak jest ulewa, to trochę zmoknę, ale nie bardzo. Zbudowałem sobie taką gawrę w tym lesie. Mam taki kij, mojego pomocnika, bo w tym lesie różnie bywa, czasem tam biją bezdomnych, okropne czasy, więc trzeba się bronić. Tam sobie śpię tak do wysypiam się, nikt mi nie chrapie, najwyżej ptak czy jeż, jak mu w puszce zostawię trochę jedzenia. Parę razy dzik do mnie podszedł. Ale zwierzę normalnie nie rusza człowieka, to człowiek dla człowieka jest czasem jak zwierzę…Na Grochowie ma starych znajomych, ale nie chce do nich wracać. Raz nawet jednego spotkał, ale, jak mówi, jakby wsiadł do jego mercedesa i pojechał na stare śmieci, to „byłoby to samo, co wcześniej”. Mówi, że to przez wiarę. Jest teraz chrześcijaninem i chce żyć uczciwie. – No prowadziłem to życie tak, jak prowadziłem. Nie ma innej drogi, taką mam, chcę ją teraz przejść z Bogiem. Nie dlatego, że się boję, że nie będę miał życia wiecznego, nie o to chodzi. Po prostu że „głowę ma jeszcze trochę w więzieniu, a obowiązki już wolnościowe”, dlatego momentami nie jest mu łatwo. Ale stara się doceniać pomoc, którą otrzymuje i z nadzieją patrzy w przyszłość. – Mam dobrych urzędników, robią, co mogą, żeby mi pomóc, ale też mają swoje ograniczenia.„Zapragnąłem być ochrzczony”– Pewnego dnia na tych ulicach, bo byłem tam już parę lat, pomyślałem, że coś muszę zmienić. Nie byłem ochrzczony, bo mój ojciec był z KPP (Komunistyczna Partia Polski), rodzice nie przywiązywali do tego wagi. Poszedłem do brata Michała, kapucyna, i powiedziałem, że chcę się ochrzcić. Zacząłem chodzić na religię, uczyć się do chrztu, no ale znowu musiałem iść siedzieć. Nie było mnie dwa lata. Po powrocie chwilę znów się przygotowywałem, ale znowu mnie zwinęli, no i zniknąłem tym razem na cztery lata… Po powrocie wróciłem do kapucynów i znów zapragnąłem być cztery lata, o których mówi pan Michał, to sprawa za oszustwa finansowe, do których ostatecznie sam się przyznał, bo gryzło go sumienie. – Ja nie mam do nikogo pretensji, tak nawywijałem, że musiałem zostać ukarany. Siedziałem za swoje, zasłużyłem na to.– Czemu właściwie chciał się pan ochrzcić? – pytam. – No bo uwierzyłem, że jest Bóg, że jest Jezus Chrystus. Raz, jak byłem w celi, miałem takie wewnętrzne doświadczenie, zobaczyłem taki mur, który się wali. I zrozumiałem, że trzeba zacząć rozwalać ten mur od środka, od swojego wnętrza, bo z zewnątrz to nic nie da. Po chrzcie brat Michał powiedział mi, że moje grzechy są odpuszczone, ale mam sumienie, no i właśnie to sumienie mi nie dawało wtedy mówi, nie jest łatwo być wierzącym i żyć przykazaniami. – Mam lata naleciałości, nie da się tak od razu zmienić, ale krok po kroku… Trudno mi nieraz przebaczać, a powinien, bo jestem chrześcijaninem. Albo wierzysz, albo nie wierzysz. Nie ma, że jutro albo pojutrze… Ale najpierw musiałem siedzieć, żeby to zrozumieć.„Jezusowi najwyraźniej coś się we mnie spodobało”Ważną osobą w życiu pana Michała jest Joanna, którą bezdomni nazywają „mamą”. Nią też się stała dla pana Michała. Z tym, że chrzestną.– Poznałem panią Joannę. Ona mi zaufała, takiemu wariatowi, spojrzała na mnie raz, drugi, trzeci, i powiedziała – „wierzę w ciebie”. Jak to usłyszałem, to pomyślałem, że muszę coś ze sobą zrobić, że muszę iść do że w jego życiu wiele jest sytuacji, które sprawiają, że nie może nie wierzyć. Za cud uważa np. to, że spotkał panią Joannę. I to: – Po chrzcie, wchodząc do lasu, ktoś może powiedzieć, że byłem pijany, ale nie, ja wtedy, chyba oczyma duszy, widziałem Jezusa Chrystusa, który był uśmiechnięty, nie taki poważny, jak na obrazach. I wtedy pomyślałem, że coś Mu się we mnie spodobało, skoro tak się uśmiecha.„Chciałbym uczciwie pracować”Pan Michał przed epidemią koronawirusa pracował w różnych miejscach. Zrobił nawet kursy zawodowe, ma uprawnienia pomocnika kuchennego i pomocnika gospodarczego. Odbył też staż. Żeby mu „żadne głupoty do głowy nie wpadały”, chodził też pomagać ojcom kapucynom, którzy prowadzą jadłodajnię dla organizował sobie czas, by od rana mieć zajęcie. Teraz jest gorzej. – Najgorsza jest sobota i niedziela, bo wszystko jest pozamykane, nie ma gdzie pójść. Siedzę trochę w parku, jeżdżę metrem, no i tak mi ten czas leci, raz pada deszcz, raz jest pan Michał mimo wszystko nie narzeka i ma nadzieję na lepszy ma plany? Uczciwie pracować, wynająć jakiś pokój. – Dwa tysiące by mi wystarczyło, mało jem, żołądek mi się przez to moje życie skurczył. Chcę normalnie, uczciwie żyć. Trochę jest z tym problemów, ale mam nadzieję, że to wszystko się poukłada. Uważam, że bardzo dużo ludzi mi pomaga, nawet bardziej niż także:Kard. Krajewski: biskupi, kardynałowie, księża, wyjdźcie do bezdomnych!Czytaj także:Po latach fotografowania osób bezdomnych znalazła wśród nich… swojego ojca
CytatybazaSean ConneryZawsze nienawidziłem tego przeklętego Jamesa Bonda. [...] Zawsze nienawidziłem tego przeklętego Jamesa Bonda. Chciałem go zabić. Nieco podobne cytaty Nieco obłąkania jest zawsze w miłości, lecz i w obłąkaniu jest zawsze nieco rozsądku. Tak więc żyję bez tłuszczów, bez mięsa czy ryb, ale czyniąc tak czuję się całkiem nieźle. Zawsze wydawało mi się, że człowiek nie narodził się, aby być drapieżnikiem. To oczywiście kłamstwo, co czytałaś o mojej religijności; kłamstwo, które jest raz po raz powtarzane. Nie wierzę w osobowego Boga i zawsze otwarcie się do tego przyznawałem. Gdybym jednak musiał znaleźć w sobie coś, co miałoby aspekt religijny, to byłaby to bezgraniczna fascynacja strukturą świata, jaką ukazuje nam nauka. Ruch wyzwoleńczy klas proletariackich jest zawsze związany z fermentem wśród kobiet. Najbezpieczniej jest zawsze w więzieniu. Tam naczelnik musi dbać o twoje jedzenie i warunki życia. Nie przeczę, władza to ciężki kawałek chleba. Tak się jednak dziwnie składa, że zawsze jest dużo więcej chętnych do władzy niż stanowisk do obsadzenia. Przeważają recydywiści – sam już dwa razy byłem ministrem, choć nikt mnie nie zmuszał. Nie można gospodarki napełnić jak gąbki pieniądzem. Trzeba mozolnie budować zaufanie do pieniądza. Nikt nie przegrał na mocnym pieniądzu, zawsze się przegrywa na inflacji i ludzie to rozumieją. Zawsze traktowałem jako komplement słowa Lecha Wałęsy na zjeździe „Solidarności”, że nasz program prywatyzacji jest bandycki. Czuć było w tym uznanie. Zawsze czułem szacunek dla Krakowa. Uważam go bardziej za stolicę Polski niż Warszawę. Moim zdaniem, powinno przenieść się stolicę do Krakowa. To jest mały zakompleksiony człowiek, który próbuje zniszczyć tamten dorobek. Całe życie Lech Kaczyński trząsł się ze strachu, a teraz kiedy mu wolno, pokazuje jaki jest ważny. Są takie łajniaki, które można przystawić do miodu, ale one i tak zawsze wrócą do łajna. I są tacy ludzie w Polsce jak Kaczyńscy i Zybertowicze, którzy zawsze w łajnie będą grzebać.
Milena i Anna wybrały zawody stereotypowo uznawane za męskie. Jedna poszła na inżynierię lądową, druga zajęła się programowaniem. Zanim zostały studentkami wielokrotnie słyszały, że właśnie studia techniczne zapewnią im wygodne życie. „To tam są pieniądze” – powtarzano w ich rodzinach. Na pierwszą naprawdę satysfakcjonującą pensję musiały jednak pracować znacznie ciężej i o wiele dłużej niż ich koledzy. Dlatego Milena postawiła na cierpliwość, a Anna na własną działalność. Milena Milena chciała zostać lekarką, jak jej mama. Pani Bożena uważała jednak, że bycie lekarzem w Polsce jest ciężkim kawałkiem chleba. – To ja doradziłam jej Politechnikę - mówi. – Nie chciałam, żeby dyżurowała nocami, stresowała się i jeszcze słabo zarabiała. Pomyślałam, że jako inżynier będzie miała lepsze życie. - Pamiętam gdy ruszała kampania „Dziewczyny na Politechniki” – wspomina Milena. - Był 2006 rok a ja akurat szukałam praktyk. Nikt mnie nie chciał. Ani mnie, ani moich koleżanek. Nikt nie chciał dziewczyn. Myślałam wtedy: fajnie, że ktoś chce przełamywać stereotypy i zachęcać uczennice do studiów technicznych, ale co z pracodawcami? Kto zmieni ich myślenie? Według Mileny najważniejsza przyczyna gender pay gap to właśnie stereotypowe podejście do płci i utożsamianie kobiet z domem, opieką oraz wyłącznie miękkimi umiejętnościami. - Niestety, nie wystarczy, że ty sama przełamiesz swoje ograniczenia, będziesz ciężko pracować i ukończysz np. inżynierię lądową – mówi Milena. – Jeśli po wyjściu z uczelni nie trafisz na kogoś, kto również odrobił swoją pracę domową i jest na tyle otwarty, by uwierzyć, że jako dziewczyna dasz sobie radę, będzie ci cholernie ciężko. W każdym razie trzynaście lat temu to był koszmar. Zobacz także: "Mówią do mnie 'pani ładna' i pytają, gdzie jest mop. Dzięki temu wiem, gdzie moje miejsce" Choć wielu kolegów Mileny miało gorsze wyniki od niej, praktyki a później pierwszą pracę znaleźli bez najmniejszego problemu. Zdesperowana dziewczyna zaczęła szukać czegoś poza Warszawą. I rzeczywiście, mniejsze miasto doceniło jej wykształcenie i ambicje. Na trzy miesiące przeniosła się do Łodzi. Praktyki były bezpłatne, ale życie w innym mieście już nie. Żeby je zaliczyć pozbyła się więc niemal całych swoich oszczędności. – Pomyślałam, że to inwestycja, która się zwróci. Dostanę rekomendacje i później będzie już łatwiej. Niestety, nie było. Po skończeniu studiów Milena nie mogła znaleźć pracy w zawodzie przez ponad rok. - Widziałam jak córka popada w coraz większą depresję. Czułam się fatalnie, bo ta Politechnika była w końcu moim pomysłem. Zaczęłam więc sama pytać o pracę dla niej. Znajomych, innych lekarzy, a nawet pacjentów. Po roku udało mi się załatwić dla niej trzy niewielkie zlecenia. Każdy co jakieś trzy miesiące. Ludzie byli z niej zadowoleni, świetnie sobie radziła na budowach, ale nadal nikt nie chciał jej na stałe. Nie miałam wątpliwości, że powodem jest wyłącznie jej płeć. - Nie, nigdy nie myślałam, żeby z tego zrezygnować. Jasne, miałam takie momenty, kiedy żałowałam, że podsłuchałam mamy i nie poszłam na medycynę, ale nigdy się nie poddałam. I to jest chyba to, dzięki czemu w końcu mi się udało. Wytrwałość. Dzięki wsparciu mamy - temu, że jeszcze trzy lata po ukończeniu studiów nie musiała martwić się o utrzymanie – Milena zyskała doświadczenie i na tyle dużą ilość referencji, że w końcu dostała pierwszą poważną pracę. Niska wypłata wcale jej nie zniechęciła. Żarty kolegów również. Miesiąc po miesiącu, ze stoickim spokojem udowadniała swoje kompetencje. Rok po roku rozwiewała ostatnie wątpliwości. Dziś Milena pracuje w tym samym miejscu. Ale dziś jest już dyrektorką. - Nigdy nie zapomnę, że nawet w tych najgorszych momentach, zawsze mogłam liczyć na moją mamę. Nie każdy ma taki komfort. Dlatego wymyśliłam program praktyk wyłącznie dla dziewczyn. Chodzi o wyrównanie szans, ale także o stworzenie przyjaznej przestrzeni, w której nikt nikogo nie ocenia. Celem jest także tworzenie sieci kontaktów, bo gdy dziewczyny rozchodzą się później do różnych firm, nadal mogą wymieniać się doświadczeniami i wzajemnie się wpierać. Ja bardzo wierzę w kobiecą współpracę. I wierzę, że dzięki niej przyspieszenie zmian jest możliwe. Ale muszę jeszcze przekonać do tego kolegów. Zobacz także: Gender pay gap, czyli jak to jest z tą różnicą w zarobkach? Ania Anię zawsze fascynowały wszelkie maszyny. Jako mała dziewczynka lubiła przeczesywać plac zabaw w poszukiwaniu śrubek i tajemniczo wyglądających części. Mówiła, że kiedyś złoży z nich samochód. Niestety, w tajemnicy przed nią rodzice co jakiś czas opróżniali wypełnione metalem szufladki dziecięcej szafki. Przerzuciła się więc na składanie komputerów. W realizacji tego celu już nic nie stanęło jej na przeszkodzie. Pierwszą stronę internetową Anna zbudowała mając trzynaście lat. Nikt jej tego nie uczył. Sama nauczyła się też pozycjonować strony, tworzyć grafiki a później także programować. Kiedy dostała pracę w firmie programistycznej poczuła, że w końcu została doceniona. Niestety, nie było tak kolorowo, jak się spodziewała. - Prawda jest taka, że do pracy polecił mnie kolega. Zostałam sprawdzona i musiałam wykazać się umiejętnościami i wiedzą, ale bez tego polecenia pewnie jeszcze długo byłabym bezrobotna. Dziewczynom nie jest łatwo się przebić. Szybko okazało się, że podczas gdy koledzy Ani zajmują się wyłącznie zleceniami dla klientów, na nią wciąż spadają jakieś dodatkowe zadania. Zanim się obejrzała była nie tylko programistką, ale także osobą odpowiedzialną za kontakty i podtrzymywanie relacji z klientami. Wkrótce miała także zdobywać nowych klientów. - Koledzy uważali, że jako kobieta sprawdzę się w tej roli lepiej od nich. Moja premia zależała jednak od programowania, a dodatkowe zadania tylko utrudniały mi wyrabianie normy. Musiałam więc zostawać po godzinach. Kiedy z pracy odeszła księgowa poproszono Anię, by tymczasowo zajęła się także wystawianiem faktur. Próbowała być asertywna, ale w końcu ugięła się. W ten sposób programowanie zaczęło wypełniać nie tylko jej wieczory, ale także weekendy. - Po miesiącu zorientowałam się, że szef nawet nie szuka nowej księgowej. Ja już byłam wtedy na tyle zmęczona, że puściły mi nerwy. Powiedziałam mu co o tym wszystkim myślę. Byłam gotowa odejść, ale on zaproponował mi podwyżkę. Nie była duża, ale zamknęła mi usta. Tydzień później, gdy całkowicie przejęłam księgowość, odkryłam jednak, że nawet z tą podwyżką zarabiam trzy lub więcej razy mniej od pozostałych programistów - mężczyzn. Mężczyźni mieli dłuższy staż, ale nie wykonywali więcej zleceń od niej. Chciała zarabiać tyle co oni, więc postanowiła znów porozmawiać z szefem. -„Znam kobiety, które zarabiają więcej ode mnie. Nie rozumiem w czym problem” – powtarzał. Nie rozumiał, że nierówność jest w jego własnej firmie. Utrzymywał, że wszystko jest tak, jak należy. A do idealnej równości potrzeba czasu. Ale sam czas przecież nie wystarczy. Trzeba też działań. Ania postanowiła opuścić firmę. Dziś nadal programuje, ale robi to pod własnym szyldem. - Początki nie były łatwe. Kilka lat temu firmy nie były otwarte na programistkę. Żeby chociaż dostać szansę zaczęłam więc udawać handlowca i mówić im o programistach, którzy niby ze mną pracują. Dopiero po miesiącach udanej współpracy moich kontrahentów przestało obchodzić, kto ze mną pracuje. Nabrali zaufania. Dziś mogę być w pełni sobą. A w mojej firmie pracują niemal same kobiety. Ale jak mówię, początki nie były łatwe. Zmiany Zarówno Ania jak i Milena widzą zmiany, jakie nastąpiły w ciągu ostatnich lat. Cieszą się, że dziś dziewczynom jest choć trochę łatwiej. Ale nie mają wątpliwości – to wciąż za mało! A zmiany przychodzą za wolno. – Jeśli chcemy je przyspieszyć, musimy być bardziej solidarne – mówi Ania. Zobacz także: "Równość płci kończy się tam, gdzie trzeba podnieść 50-kilową skrzynię z rybami”
(Dumny z bycia psem)(Zgłoś do bazy 00)[Zwrotka 1: 811811]Wy mówicie na nas psyBo lubimy sobie węszyćTam, gdzie dzieje się coś złegoTo jesteśmy zawsze pierwsiMundur, pistolet, gaz i kajdankiJesteśmy jak skalpel, co usuwa chore tkankiCiebie napędza hejt i szyderstwoJa na sztandarze mam honor i męstwoJestem tak jak ty, człowiekiem z krwi i kościDla tych, co łamią prawo — zero litościJak pies wierny, dążący do celuNie zginam karku, nie odczuwam też lękuPróbujesz mnie skrzywdzić i drwisz sobie z prawaZa mną stoi sfora, a to już nie zabawaW boju zjednoczona wielka granatowa armiaNa piersi połyskuje dumnie blaszana gwiazdaNiezbędne ogniwo sprawiedliwościSfora jest gotowa zapolować dziś na kości[Refren: NZNŻ]Jestem policjantem, czyli JPPsy dają głos, nie CHWDPChcę wam dać prawdę, dumny z bycia psemProsto z ulicy rap, tu bez żadnych ściemRobimy porządek na polskich ulicachZło czy dobro, cienka niebieska liniaFunkcjonariusze, crème de la crèmePsy dają głos, dumny z bycia psem[Zwrotka 2: Szary]Opanowanie, perfekcja, profesjonalizmKażdy niebieski brat życie zostawia na szaliWychodząc z domu, nigdy się nie wieCzy zdejmiesz kogoś, czy zdejmą ciebieNikt mnie nie zmuszał, sam tego chciałemBył inny zawód, taki wybrałemBo w moich żyłach pulsuje niebieska krewUlica jest jak dżungla, a ja jestem jak lewW tej grze to ja ustalam reguły gryGdy nie wystarczy ryk, wtedy pokazuje kłyChcemy dać wam prawdę, posłuchajcie tego chóruJesteśmy glinami nawet po zdjęciu munduruI wielu naszych braci odeszło do psiego niebaBo gdy inni patrzyli, zachowali się jak trzebaCześć ich pamięci wyje watahaTrzymamy linię, ta noc jest nasza[Refren: NZNŻ]Jestem policjantem, czyli JPPsy dają głos, nie CHWDPChcę wam dać prawdę, dumny z bycia psemProsto z ulicy rap, tu bez żadnych ściemRobimy porządek na polskich ulicachZło czy dobro, cienka niebieska liniaFunkcjonariusze, crème de la crèmePsy dają głos, dumny z bycia psem(Świadom podejmowanych obowiązków policjanta, ślubuję!)(Jasna cholera, mam wrażenie, że zaraz zaroi się tu od federalnych)[Zwrotka 3: Sierżant Bagieta]Siemano mordy, mówi Sierżant BagietaNie ujawniam swojej twarzy, kiedy tego nie potrzebaZaproszony tu gościnnie przez Psy dające głosWypuszczamy dla was ten oldskulowy sztosMy zawsze na prawie, a ty na jego kontrzeBędziesz zaraz szlochał, ja wiem o tym dobrzeSebiksie, Karyno, Jessico, BrajanieTo już szósta rano — słyszycie pukanie?To ja uzbrojony we wszelkie proceduryJesteście bez szans, jak wobec trutki szczurySzanując waszą godność na podstawie prawaBędę was tropił, to jest moja zabawaŚlubowałem na sztandar, że będę was ścigałZaprowadzić porządek, to jest moja misjaMoją służbę wyznaczają jasne priorytetyJeśli złamiesz prawo, to będziesz następny[Refren: NZNŻ]Jestem policjantem, czyli JPPsy dają głos, nie CHWDPChcę wam dać prawdę, dumny z bycia psemProsto z ulicy rap, tu bez żadnych ściemRobimy porządek na polskich ulicachZło czy dobro, cienka niebieska liniaFunkcjonariusze, crème de la crèmePsy dają głos, dumny z bycia psemJestem policjantem, czyli JPPsy dają głos, nie CHWDPChcę wam dać prawdę, dumny z bycia psemProsto z ulicy rap, tu bez żadnych ściemRobimy porządek na polskich ulicachZło czy dobro, cienka niebieska liniaFunkcjonariusze, crème de la crèmePsy dają głos, dumny z bycia psem[śp. Komisarz Sławomir Opala]Ja zawsze siebie samego nazywałem psemAle nie w kontekście złego, tylko w kontekście dobregoPies przede wszystkim jest wierny i walczy do końca
nikt mnie nie zmuszał sam tego chciałem