nie mogę mieć dzieci forum

Odp: Kochamy się ale nie możemy mieć dzieci Zwykle przyjmuje się że dni płodne następują od 14 do 18 dni przed następną miesiączką. Czyli jak mialaś ostatnią miesiączkę 14 lutego to przyjmując długość cyklu (styczeń-luty) 37 dni. Więc licząc od 14 lutego 37dni (zakładając że cykl się nie przesunie) następną Zazdroszczę im nie tego,że za parę m-cy będą miały dziecko,ale tego brzuszka,kopniaczków.Jest to takie silne,silniejsze ode mnie,bardzo sie tego wstydzę.Niedawno moja znajoma zaszła w ciążę,to tak jej zazdrościłam że poroniła(może przez to że tak pomyślałam niewiem)Naprawde nie wiem skąd sie Nie mówię tutaj, że to dobrze ani źle - po prostu chciałbym mieć pełny obraz sytuacji, zanim się zdenerwuję, zamiast ślepo wierzyć w post jakiegoś nikogo na tweeterze. EDIT: z artykułów które przeczytałem na tvn24 i hellozdrowie.pl wynika, że lekarze się zwalniają, a placówka ma mało pacjentów. Potem zrobiłam też badania hormonalne i usłyszałam: no nie, pani Martyno, tu nie ma raczej szansy na dziecko. Powoli przyzwyczajałam się więc do tej myśli, do tego, że tak właśnie będzie. Pamiętam, że powiedziałam szczerze tacie Marysi, że nie mogę mieć dzieci, a raczej, że jest mikroprocent takiej możliwości. Większość kobiet prędzej czy później zaczyna myśleć o posiadaniu potomstwa. Życie niejednokrotnie pokazuje, że instynkt macierzyński bywa silniejszy niż instynkt przetrwania. Dla Stacey Herald, najmniejszej matki świata, każda ciąża to zagrożenie śmiercią. Mimo to urodzi już po raz trzeci. nonton film fast and furious 5 rebahin. Forum: Leczenie niepłodności Piszę ten post przez łzy. O dziecko staramy się już ponad rok. Mam za sobą poronienie w 9 po naturalnym zajściu. Aby nie zaczynać od siebie leczenia zrobiliśmy badanie męża i oto mam przed sobą fatalne wyniki nasienia, które pozbawiły mnie złudzeń: upłynnienie, objętość, ciągliwość, ph w normie, ale koncentracja (mln/ml) – 5 ruch typu A – 0 % ruch typu B – 0 % ruch typu C – 10 % ruch typu D – 90 % całkowita liczba plemników – 25 mln WBC 3,0 mln/ml morfologia 5% test eozynowy 15 % aglutynacja 0 Mój mąż prowadzi zdrowy tryb życia: sporo biega, używki bardzo umiarkowanie, dieta zbilansowana. W dodatku od 2,5 m-ca zażywa Salfazin. Dodam, że badanie nasienia zrobiliśmy po 6 dniach bez stosunku. Bardzo proszę o wszelkie rady i ustosunkowanie się. Jestem bardzo przybita. Pół roku temu zaszłam w ciążę, a przecież nic się nie zmieniło.. Ale z drugiej strony nie utrzymałam jej.. Co dalej? Z góry dziękuję… napisał/a: Balonek 2011-06-22 20:23 Ijo napisal(a):Otóż czy każda kobieta , by czuc sie w 100% kobieta musi urodzic dziecko lub dzieci? Czy rzeczywiście drzewo , które nie daje owocu trzeba ściąć? Czy głównym powołaniem kobiety jest macierzyństwo? A co z kobietami, które nie chca byc matkami. to, że posiadasz macicę nie zobowiązuje cię do posiadania dziecka. Masz jeszcze wolną wolę. Czasy się zmieniły, dziś sama możesz decydować o tym czy chcesz się poświęcać dla dziecka. Od siebie dodam, że ja również nie czuję powołania. Jednak w tym przypadku, mój partner podziela moje zdanie. Kiedy nasi znajomi pracują na dwa etaty, żeby utrzymać rodzinę, odmawiają sobie wakacji, rzucają studia, chodzą zmęczeni, sfrustrowani, bo dzieciak ma kolkę, płaczę, rozrabia, choruje itp., my możemy spokojnie się kształcić, awansować w pracy, zwiedzać Europę, wychodzić wieczorami na piwko czy odkładać pieniążki na auto lub mieszkanie, a nie wydawać na pieluchy... Kiedyś koleżanka zarzuciła mi egoizm, zapytała się również kto będzie się mną opiekował na starość... Przyznam się szczerze, nie wiem co jest większym egoizmem- moja ewentualna starość w domu opieki u boku pielęgniarek, którym płaca za opiekę, czy bycie "kulą u nogi" swoje dziecka w chwilach kiedy człowiek sam nie jest w stanie iść do toalety... Forum: Dla starających się Moje Drogie !!! Zacznę od tego,że dziś poszłam do nowej a ona „ O co chodzi? „ Niom to jej zaczęłam opowiadać o tych plamieniach (że możliwe,że są one od słońca – bo się ostatnio opalałam). I powiedziałam jej,że już prawie 2 latka się staramy o dziecko i chciałabym dostać jakieś skierowania na badania. A ona na to “po co mam się starać o dziecko jak mam dopiero 21 lat !Za młoda jestem – i lepiej będzie dla mnie jak się najpierw wybawię i wyszaleję!!! ” Wkurzyłam się, ale nic jej nie odpowiedziałam. Więc ona “” rozbierz się i siadaj na fotel” zaczęła mnie badać i nagle „ooooooooo” widzę,że masz bardzo miekką macicę (kilka razy sprawdzała,bo aż nie mogla uwierzyć … Ubierz się to Ci coś powiem ! Przestraszyłam się a ona chyba jesteś w bardzo wczesnej ja ale to niemożliwe dziś jest 15dc –powinnam mieć dopiero owulację? a ona „ masz łykać Luteine 2 razy dziennie na podtrzymanie ciąży, usg Ci nie zrobię bo jest jeszcze za wcześniej , zaczęłam dopytywać czy mogę zrobić – test a ona,że nie warto bo jest za wcześnie…Za 2 tygodnie mam do niej mam się nie nastawiać na tą ciąże bo – nie wiadomo co z tego będzie! Założyła,że jestem w tej ciąży i dlatego nie może mi dać żadnych skierowań na badania i cytologii też mi zrobić nie może!!!! Proszę napiszcie mi czy któraś z Was była kiedyś w takiej sytuacji? Powiem Wam szczerze,że już przyzwyczaiłam się do tej myśli,że będę mamą, ale tak bardzo się boję bo nawet testu nie mogę zrobić – pozostało mi tylko czekać… Bardzo proszę o Wasze kciuki, fluidki ciązowe i modlitwy !!!! Czy to możliwe,że tak wcześniej Gin była w stanie wyczuć ciąże? Tak bardzo boję się, że się rozczaruję!!! Dodam jeszcze,że wczoraj oglądałam meczyk w takiej restauracji i jak mój misiek siedział obok z piwkiem to poczułam ten ochydny zapach i mnie troszku zemdliło… Ja nigdy piwa nie piłam bo nie lubię, ale na jego zapach nigdy mdłości nie miałam i na środku na dole brzuszek mnie bolał ! Poza tym dziś już nie plamiłam ! Piersi mam normalne. Serdecznie pozdrawiam KLAUDIA Jest wzajemna fascynacja, randki, zauroczenie, okres narzeczeństwa i ślub. Z czasem na horyzoncie życia małżeńskiego pojawia się potrzeba posiadania dziecka. I w tym momencie niejedna mężatka słyszy z ust swojego partnera: „Jeszcze nie teraz, nie jestem gotowy na dziecko” albo radykalne słowa: „Nie chcę mieć dzieci”. Co zrobić w sytuacji, gdy potrzeba bycia matką nie synchronizuje się z potrzebą ojcostwa? Jak się zachować w sytuacji, kiedy mąż nie chce dziecka? Kiedy kobieta marzy o maluszku, a partner unika rozmów dotyczących ciąży, powiększenia rodziny i ciągle utrzymuje, że można jeszcze poczekać i nie ma się do czego śpieszyć, nad związkiem mogą pojawić się „czarne chmury”. Brak porozumienia w kwestii tego, jak ma wyglądać rodzina, może doprowadzić do poważnego kryzysu w małżeństwie. Zobacz film: "Jakie badania powinnyście wykonać zanim zdecydujecie się na dziecko?" spis treści 1. Obawy mężczyzn 2. Potrzeby małżonków 1. Obawy mężczyzn Warto pamiętać, że decyzję o posiadaniu dziecka powinni podejmować oboje partnerzy. Co jednak zrobić w sytuacji, kiedy mąż nie chce dziecka, a kobieta marzy o małym bobasku, którego mogłaby nosić pod swoim sercem? Podobnie jak kobieta może nie być gotowa na macierzyństwo, tak i mężczyzna może nie czuć się gotowy na ojcostwo. Ma to tego prawo. Zanim zaczniemy się kłócić albo wzajemnie na siebie naciskać, wrzeszczeć i wyrzucać pretensje oraz oskarżenia pod swoim adresem, lepiej postarać się zrozumieć motywacje mężczyzny i wysłuchać jego argumentów. Dlaczego panowie zwlekają z decyzją o posiadaniu potomstwa? Przyczyn może być wiele, a znaczna część z nich nie jest uświadomiona przez mężczyzn. Panowie mogą się obawiać tego, czy wraz z pojawieniem się dziecka na świecie będą w stanie zapewnić swojej rodzinie utrzymanie i stabilność finansową. Czy konieczność sprawowania opieki nad dzieckiem i przynajmniej czasowe zrezygnowanie z pracy przez kobietę nie zachwieje budżetem rodziny? Dla mężczyzny, który ma być przecież „głową rodziny”, najważniejsza staje się praca, zarobki i kupno mieszkania. Dopiero na końcu facet pomyśli o dziecku. Czasem mężczyźni obawiają się zmian wskutek pojawienia się małego szkraba na świecie. Boją się, że będą złymi ojcami, że nie będą w stanie pokochać własnego dziecka, że będą powielać błędy wychowawcze własnych rodziców. Może pojawić się również lęk o relacje z partnerką oraz przekonanie, że dziecko zawłaszczy sobie matkę dla siebie, a partner zostanie zepchnięty na boczny tor i będzie musiał rywalizować z własnym szkrabem o uwagę partnerki. Mężczyźni boją się nie tylko tego, że po narodzinach dziecka może zacząć psuć się w relacjach z żoną, ale również lękiem napawa ich perspektywa ogromnej odpowiedzialności oraz konieczność zmiany priorytetów i przeorganizowania swojego dotychczas w miarę ustabilizowanego życia. Kobiety jednak nie mogą dać się złapać w pułapkę myślenia, że skoro nie chce dziecka, to znaczy, że mnie nie kocha. Nieprawda! Odwlekanie decyzji o dziecku nie oznacza braku miłości, co raczej lęk przed nieznanym. Najważniejsza jest wówczas szczera rozmowa, szacunek i zrozumienie. 2. Potrzeby małżonków Jak pogodzić sprzeczne potrzeby małżonków – on nie chce dziecka, ona mocno pragnie zajść w ciążę? Porozumienie wydaje się niemożliwe. Kłótni można było uniknąć znacznie wcześniej. Młodzi ludzie zakochują się w sobie, decydują się być razem, biorą ślub i przyjmują, że wraz ze zgodą na małżeństwo druga strona automatycznie godzi się zostać rodzicem. Jest to błędne myślenie. Nie każdy musi chcieć mieć potomstwo. To, że partner chętnie zajmuje się dziećmi swojego brata nie oznacza, że po ślubie równie chętnie będzie chciał zajmować się własnymi dziećmi i że w ogóle będzie chciał mieć dziecko. Pary zapominają, by o kwestiach posiadania potomstwa rozmawiać wcześniej, tzn. przed ślubem, by później uniknąć rozczarowania, pretensji i żalu. Zanim powiemy sakramentalne „tak”, poznajmy oczekiwania, marzenia i potrzeby partnera. Kwestia posiadania dziecka to jedna z najważniejszych spraw w małżeństwie, dlatego warto przedyskutować ją wcześniej. Sprzeczność interesów w przypadku, kiedy żona chce mieć dziecko, a mężczyzna – nie, nierzadko skutkuje rozstaniem. Mężczyźni powinni jednak mieć świadomość, że zegar biologiczny kobiety tyka i decyzji o dziecku nie można odkładać w nieskończoność. Kiedy mężczyzna zdecyduje się w końcu na dziecko, może się okazać, że jest już za późno. Niekiedy kobiety dają się uwieść myśleniu: „A może postawić go przed faktem dokonanym? Może zafundować sobie 'zaplanowaną wpadkę'?”. Trzeba pamiętać jednak, że dziecko nie jest metodą na ratowanie związku. Jeśli w małżeństwie od dawna coś szwankuje, ciąża kobiety może nie być wcale panaceum na małżeńskie kryzysy, a co więcej – stać się kolejną z przyczyn nieporozumień i kłótni. Oczywiście, wielu panów, którzy wcześniej mieli wiele lęków i obaw, w sytuacji, kiedy pojawia się dziecko, stają się kochającymi i odpowiedzialnymi tatusiami i świetnie odnajdują się w nowej roli. Niestety, istnieją też przypadki, że nawet oczekiwanie na dziecko nie nadaje związkowi sensu, gdyż już wcześniej tego sensu brakowało. W ten sposób nie tylko krzywdzimy samych siebie, ale też niczemu niewinne dziecko. Poza tym, mężczyzna zmuszony do ojcostwa może poczuć się oszukany i najzwyczajniej w świecie odejść od partnerki. W sytuacji, kiedy trudno dojść do porozumienia w kwestii posiadania dziecka, najlepiej, by para skonsultowała się ze specjalistą, np. psychologiem albo skorzystała z terapii małżeńskiej. Być może zwlekanie z decyzją o dziecku ma znacznie głębsze przyczyny niż się na pierwszy rzut oka wydaje… polecamy Artykuł zweryfikowany przez eksperta: Mgr Kamila Drozd Psycholog społeczny, autorka wielu publikacji dotyczących rozwoju osobistego oraz warsztatów z doradztwa zawodowego i komunikacji międzypłciowej. 35 odp. Strona 1 z 2 Odsłon wątku: 14829 26 stycznia 2012 09:01 | ID: 733283 Sytuacja jak w temacie wątku: mężczyzna wie, że to on nie może mieć dzieci. Pozwala więc partnerce zajść w ciążę z innym, by potem wspólnie wychować to dziecko, jak swoje... Czy dopuszczacie taką możliwość? Czy potraficie zorzumieć postawę tych ludzi? 26 stycznia 2012 09:08 | ID: 733291 Każdy robi to co jest zgodne z jego sumieniem. U nas by to nie przeszło...wolałabym adoptować niż mieć dziecko z innym. 26 stycznia 2012 09:09 | ID: 733292 Nie wyobrażam sobie czegoś takiego. No chyba, że partnerta zachodzi w ciążę z innym w trakcie zabiegu in vitro, a dawca nasienia jest nieznany. Inna opcja? Absolutnie nie. Przecież w ciążę nie zawsze zachodzi się za pierwszym razem... to co, ta kobieta będzie się kochała z tym innym do skutku? I nie podoba mi się też to że "dawca" jest tu traktowany przedmiotowo. "Pociupcia" sobie i wynocha. Byleby "ciupciał" ze skutkiem. Przypomina mi się motyw z Farinelliego... 26 stycznia 2012 09:11 | ID: 733295 Nie chodzi tu o in vitro - zaznaczam. Chodzi o to, by mieć dziecko w sposób naturalny - nieważne, czy za pierwszym razem czy kolejnym. Liczy się cel. A "dawca" może w ogóle nie wiedzieć, że "dawcą" został - para może skutecznie wmówić otoczeniu, że to oni oboje są bilogicznymi rodzicami... 4 Justyna mama Łukasza Zarejestrowany: 09-10-2010 22:03. Posty: 7326 26 stycznia 2012 09:19 | ID: 733305 Mama Tymka (2012-01-26 09:09:09) Nie wyobrażam sobie czegoś takiego. No chyba, że partnerta zachodzi w ciążę z innym w trakcie zabiegu in vitro, a dawca nasienia jest nieznany. Inna opcja? Absolutnie nie. Przecież w ciążę nie zawsze zachodzi się za pierwszym razem... to co, ta kobieta będzie się kochała z tym innym do skutku? I nie podoba mi się też to że "dawca" jest tu traktowany przedmiotowo. "Pociupcia" sobie i wynocha. Byleby "ciupciał" ze skutkiem. Przypomina mi się motyw z Farinelliego... Myślę tak jak Kasia, nasienie od dawcy bym wzieła a sypiać z innym bez milości.... Ale nie tępię innych. A co będzie jak dziecko się dowie za kilka lat o tym? 26 stycznia 2012 09:20 | ID: 733307 Mama Julki (2012-01-26 09:11:48) Nie chodzi tu o in vitro - zaznaczam. Chodzi o to, by mieć dziecko w sposób naturalny - nieważne, czy za pierwszym razem czy kolejnym. Liczy się cel. A "dawca" może w ogóle nie wiedzieć, że "dawcą" został - para może skutecznie wmówić otoczeniu, że to oni oboje są bilogicznymi rodzicami... To trochę naciągane. Logicznie myślący facet skojarzy fakty. I jak zobaczy babkę z brzuchem albo z dzieckiem to wyliczy sobie, że to może być jego. No chyba, że taka babeczka "zafunduje" sobie przelotny seksik ze skutkiem ciążowym na wakacjach. I po powrocie do domu nie będzie miała możliwości spotkania z tym drugim. Niemniej co w sytuacji gdy nie zajdzie w ciążę za pierwszym razem? Będzie szukała innego? Faceci do łóżka nie wskakują na zamówienie. I taki "dawca" musi się pewnie podobać tej pani i jej partnerowi. Musi pewnie też spełniać jakieś wymagania dotyczące inteligencji, wyglądu i w ogóle, bo nie wyobrażam sobie, żeby ktoś się zdecydował na seks i poczęcie z mętem spod sklepu. Chora sytuacja. 6 Wxxx Poziom: Przedszkolak Zarejestrowany: 17-12-2009 21:50. Posty: 9899 26 stycznia 2012 09:22 | ID: 733312 Nie dopuszczam takiej myśli, u nas by to na pewno nie przeszło 26 stycznia 2012 09:23 | ID: 733314 Załóżmy, że facet poznany gdzieś daleko i przelotnie. W sprzyjających okolicznościach nie będie miał okazji dowiedzieć się, że jest biologicznym ojcem. Ale co ze świaodmością tej pary? Zgadzacie się ze stwierdzeniem, że nieważne, kto jest rodzicem biologicznym, ważne, kto wychowuje? 26 stycznia 2012 09:27 | ID: 733326 Wydaje mi się że niezależnie od pobudek i tego czy decyzja jest wspólna to rysa zawsze pozostanie. Kobieta będzie pamiętała, że MUSIAŁA współżyć z innym, facet będzie pamiętał, że żona spała z innym. O takich sprawach się nie zapomina. 9 Wxxx Poziom: Przedszkolak Zarejestrowany: 17-12-2009 21:50. Posty: 9899 26 stycznia 2012 09:38 | ID: 733347 Mama Julki (2012-01-26 09:23:42)Załóżmy, że facet poznany gdzieś daleko i przelotnie. W sprzyjających okolicznościach nie będie miał okazji dowiedzieć się, że jest biologicznym ojcem. Ale co ze świaodmością tej pary? Zgadzacie się ze stwierdzeniem, że nieważne, kto jest rodzicem biologicznym, ważne, kto wychowuje? Zgadzam się, ale w przypadku adopcji, a nie kiedy świadomie idziemy z kimś do łóżka, oszukujemy w ten sposób nawet samych siebie, potem udajemy, że to dziecko Męża, mimo iż wiemy, że to niemożliwe. Jak pisałam wyżej-dla mnie to nie do przyjęcia. W takim przypadku tylko adopcja wchodziłaby w grę 26 stycznia 2012 09:44 | ID: 733358 Wxxx (2012-01-26 09:38:54) Mama Julki (2012-01-26 09:23:42)Załóżmy, że facet poznany gdzieś daleko i przelotnie. W sprzyjających okolicznościach nie będie miał okazji dowiedzieć się, że jest biologicznym ojcem. Ale co ze świaodmością tej pary? Zgadzacie się ze stwierdzeniem, że nieważne, kto jest rodzicem biologicznym, ważne, kto wychowuje? Zgadzam się, ale w przypadku adopcji, a nie kiedy świadomie idziemy z kimś do łóżka, oszukujemy w ten sposób nawet samych siebie, potem udajemy, że to dziecko Męża, mimo iż wiemy, że to niemożliwe. Jak pisałam wyżej-dla mnie to nie do przyjęcia. W takim przypadku tylko adopcja wchodziłaby w grę A jeśli pary nie stać na in vitro ani na adopcję nie mają wymaganych warunków? 26 stycznia 2012 09:47 | ID: 733362 Mama Julki (2012-01-26 09:44:39) Wxxx (2012-01-26 09:38:54) Mama Julki (2012-01-26 09:23:42)Załóżmy, że facet poznany gdzieś daleko i przelotnie. W sprzyjających okolicznościach nie będie miał okazji dowiedzieć się, że jest biologicznym ojcem. Ale co ze świaodmością tej pary? Zgadzacie się ze stwierdzeniem, że nieważne, kto jest rodzicem biologicznym, ważne, kto wychowuje? Zgadzam się, ale w przypadku adopcji, a nie kiedy świadomie idziemy z kimś do łóżka, oszukujemy w ten sposób nawet samych siebie, potem udajemy, że to dziecko Męża, mimo iż wiemy, że to niemożliwe. Jak pisałam wyżej-dla mnie to nie do przyjęcia. W takim przypadku tylko adopcja wchodziłaby w grę A jeśli pary nie stać na in vitro ani na adopcję nie mają wymaganych warunków? To albo pogodzą się z tym co mają albo postawią śwat do góry nogami by dopiąć swego. Choć mi do głowy przyszedł by prędzej kredyt na in vitro niż coś takiego. 26 stycznia 2012 09:52 | ID: 733371 Ja czytałam raz wspomnienia pewnej kobiety, która była w podobnej sytuacji. Mąż nie mógł mieć dzieci, więc postanowili, że ona zajdzie w ciąże z kimś innym. Pojechała do sanatorium i tam poznała faceta, który został ojcem jej dziecka. Biologiczny ojciec, ani dziecko nigdy się o tym fakcie nie dowiedzieli, a małżeństwo żyło zgodnie i wychowywało córeczkę. Było to w latach 80-tych XX wieku - wówczas in vitro dopiero raczkowało i nawet nie wiem czy było już praktykowane w Polsce. Myślę, że w takim przypadku musi być duże zaufanie do drugiej osoby... i może desperacja, że ktoś się decyduje na taki krok. Ale jak piszę to było kilkanaście lat temu, kiedy in vitro i adopcja były inaczej postrzegane niż teraz... 26 stycznia 2012 09:59 | ID: 733385 Wiem jedno... można sobie na ten temat gdybać gdy się jest rodzicem i ma własne dziecko, którego ojcem jest nasz partner. W takiej sytuacji jestem przekonana, że nie posunęłabym się do czegoś takiego. Ale zdaję sobie sprawę, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Gdyby mój mąż nie mógł mieć dzieci... nie wiem co byśmy wymyślili. I nigdy się o tym nie dowiem. 14 alanml Poziom: Starszak Zarejestrowany: 27-10-2009 17:11. Posty: 30511 26 stycznia 2012 10:03 | ID: 733392 Jesli poprzez invitro i dawca byłby anonimowy to myślę, że OK. W innym wypadku nie do przyjęcia. 26 stycznia 2012 10:05 | ID: 733395 Mama Tymka (2012-01-26 09:59:51)Wiem jedno... można sobie na ten temat gdybać gdy się jest rodzicem i ma własne dziecko, którego ojcem jest nasz partner. W takiej sytuacji jestem przekonana, że nie posunęłabym się do czegoś takiego. Ale zdaję sobie sprawę, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Gdyby mój mąż nie mógł mieć dzieci... nie wiem co byśmy wymyślili. I nigdy się o tym nie dowiem. To w dużej mierze zależy od charakteru zcłowieka, bo pzrecież trzeba umieć się wyłączyć na czas tego seksu ku prokreacji wyłącznie... A gdyby pomiędzy nią i ojcem biologicznym dziecka rozkwitło uczucie?... Świat tego drugiego mężczyzny ległby w gruzach... 16 Wxxx Poziom: Przedszkolak Zarejestrowany: 17-12-2009 21:50. Posty: 9899 26 stycznia 2012 10:09 | ID: 733402 Mama Julki (2012-01-26 09:44:39) Wxxx (2012-01-26 09:38:54) Mama Julki (2012-01-26 09:23:42)Załóżmy, że facet poznany gdzieś daleko i przelotnie. W sprzyjających okolicznościach nie będie miał okazji dowiedzieć się, że jest biologicznym ojcem. Ale co ze świaodmością tej pary? Zgadzacie się ze stwierdzeniem, że nieważne, kto jest rodzicem biologicznym, ważne, kto wychowuje? Zgadzam się, ale w przypadku adopcji, a nie kiedy świadomie idziemy z kimś do łóżka, oszukujemy w ten sposób nawet samych siebie, potem udajemy, że to dziecko Męża, mimo iż wiemy, że to niemożliwe. Jak pisałam wyżej-dla mnie to nie do przyjęcia. W takim przypadku tylko adopcja wchodziłaby w grę A jeśli pary nie stać na in vitro ani na adopcję nie mają wymaganych warunków? Stanęłabym na głowie by spełnić wymagania. Powiem Wam, że od razu zdecydowałabym się na adopcję. Rozmawialiśmy zresztą kiedyś z Mężem na ten temat. Jeśli nie moglibyśmy mieć własnych dzieci to od razu rozpoczęlibyśmy kroki adopcyjne. Mamy adoptowane dzieci w rodzinie i adopcja to dla nas coś naturalnego 26 stycznia 2012 10:12 | ID: 733405 Jest to nie moralne zarówno w stosunku do partnera/partnerki, jak i w stosunku do tego obcego mężczyzny, nazwijmy go dawcą nasienia. Nie wierzę, że ten mężczyzna, który pozwala kobiecie spać z innym mężczyzną (bez względu na powód), pogodzi się z faktem,że jego kobieta spała z innym facetem, że nie wypomni jej tego w złości i w końcu, że nie odbije się to w końcu na dziecku (np. odrzucenie). Myślę,że powinni to zaakceptować,że nie mogą mieć ze sobą dzieci (biologicznych) i raczej zdecydować sie na adopcję niż takie wątpliwe drugie, oboje oszukują i wykorzystują inną osobę do własnych celów. A może ten obcy mężczyzna chciałby wiedzieć lub uczestniczyć w wychowaniu swojego dziecka? 18 Bartt Poziom: Niemowlak Zarejestrowany: 06-05-2009 22:23. Posty: 5452 26 stycznia 2012 10:16 | ID: 733409 Mama Julki (2012-01-26 09:23:42)Załóżmy, że facet poznany gdzieś daleko i przelotnie. W sprzyjających okolicznościach nie będie miał okazji dowiedzieć się, że jest biologicznym ojcem. Ale co ze świaodmością tej pary? Zgadzacie się ze stwierdzeniem, że nieważne, kto jest rodzicem biologicznym, ważne, kto wychowuje? 1) Zazwyczaj w takim procederze dawca jest w pełni świadomy i bierze za to kasę. 2) Zestawienie stwierdzenia "nie ważne, kto jest ojcem biologicznym, ważne, kto wychowuje" z powyższą sytuacją jest nadużyciem i w żadnym wypadku nie usprawiedliwia. A sama sytuacja jest zwyczajną zdradą małżeńską, tym bardziej krzywdzącą, że odbywa się za zgodą wszystkich. Cel nie uświęca środków. 19 Bartt Poziom: Niemowlak Zarejestrowany: 06-05-2009 22:23. Posty: 5452 26 stycznia 2012 10:18 | ID: 733410 Warto dodać, że ten biologiczny dawca, choćby nie wiem jakie papiery wcześniej podpisywał, będzie mógł być w każdej chwili pozwany o alimenty. 20 oliwka Poziom: Dzierlatka Zarejestrowany: 19-04-2008 00:57. Posty: 161880 26 stycznia 2012 10:22 | ID: 733419 annas82 (2012-01-26 09:08:52) Każdy robi to co jest zgodne z jego sumieniem. U nas by to nie przeszło...wolałabym adoptować niż mieć dziecko z innym. U nas też - nie popieram takiego rozwiązania - wolałabym adoptować jeśli już.

nie mogę mieć dzieci forum